dzielnica fikcji

Czas na trudne książki

18 kwietnia 2014

Próbuję wykroić czas na czytanie „Miasteczka Middlemarch” i zastanawiam się, dlaczego nie jest to łatwe. Czas na czytanie mam, ale jest to czas kradziony – między obiadem a sprawdzaniem prac studentów, między popołudniowym bieganiem a robieniem prania. Najspokojniej jest późną nocą, a wtedy łatwiej sięgnąć po coś lekkiego i przyjemnego, zmęczenie nie sprzyja przebijaniu się przez gęstą, wiktoriańską prozę. Niespostrzeżenie, grube tomiszcza coraz częściej odkładam na później, na spokojniejszy czas, który nadchodzi bardzo rzadko. Nie jest to tylko moja przypadłość – żyjemy w czasach, w których wszystko dzieje się szybko. Cenimy sobie klarowność i zwięzłość przekazu. Pisarze zakładają sobie konta na Twitterze, a potem twierdzą, że pomaga im to w pozbyciu się niepotrzebnych ozdobników, w pisaniu prostym i jasnym. My, czytelnicy, licytujemy się na ilość przeczytanych książek, myśląc, że to świadczy o naszym oczytaniu. Blogerzy czują presję, chcą umieszczać nowe recenzje na blogach jak najczęściej, zwłaszcza, jeśli mają całe stosiki egzemplarzy do recenzji. Trudno w tych warunkach poświęcić kilka tygodni na niespieszną lekturę George Eliot, albo innej, trudnej i długiej książki.

Wczoraj zmarł Gabriel García Márquez. Kocham jego książki, ale tej największej, najważniejszej – „Stu lat samotności”, nie czytałam. Zawsze bałam się, że nie mam wystarczająco dużo spokoju, żeby przebić się przez gęsto zaludnione uliczki Macondo. Pokochałam kiedyś Faulknera za „Wściekłość i wrzask”, ale praktycznie nie sięgam już po jego książki, bo wiem, jak wiele skupienia wymagają. Zresztą, nie trzeba sięgać po klasykę – od kilku miesięcy stoi na mojej półce nagrodzona Bookerem powieść Eleanor Catton „The Luminaries” – 832 strony, gęsto zaludnione dziesiątkami postaci. Wiem, że to będzie dobra lektura, ale nie jest mi łatwo zdecydować się na to, żeby się za nią zabrać.

Ostatnio sporo zamieszania w świecie anglojęzycznym wywołały aplikacje umożliwiające szybsze czytanie ebooków. Spritz umożliwia czytanie nawet do 1000 słów na minutę. Teoretycznie, przy odpowiednim skupieniu, można czytać tak szybko ze zrozumieniem, jednak naukowcy ostrzegają, że sposób czytania proponowany przez Spritz, polegający na zminimalizowaniu ruchów gałki ocznej, nie ma większego sensu. Przesuwanie wzroku po kartce, wracanie do fragmentów wcześniej przeczytanych, to ważne elementy procesu czytania. Tak właśnie uczymy się rozumieć teksty – zatrzymując się, wracając do pewnych słów, błądząc wzrokiem po kartce. Nasz mózg potrzebuje takich przerw.

Spritz to oczywiście dość skrajny przykład, ale stanowi dobrą ilustrację dla opisania tendencji współczesnego świata. Chcemy mieć wszystko szybciej i łatwiej. Nawet jeśli zatrzymamy się w pewnym momencie i stwierdzimy, że pora zwolnić, dążymy wtedy do prostoty. Ta prostota, tak przydatna w życiu codziennym, niekoniecznie jest najwyższą wartością w literaturze. Proste, łatwe w odbiorze książki są przyjemną rozrywką i nie ma powodu, żeby z nich rezygnować. Ale odbieramy sobie coś cennego, bojąc się sięgać po dzieła bardziej wymagające. Nie wszystko w życiu da się opisać prostymi słowami, niektóre rzeczy można ująć tylko w sposób okrężny, niejednoznaczny. Jest taki ładny cytat, przypisywany Einsteinowi: Wszystko powinno być proste, na ile to możliwe, ale nie bardziej.

Nie będę pisać o swoich wrażeniach z kolejnej księgi „Miasteczka Middlemarch”. Czytam ją sobie powoli, ale nie mam nic odkrywczego do powiedzenia. Mam wrażenie, że ta książka odsłoni swoją tajemnicę za jakiś czas dopiero. Coraz lepiej rozumiem bohaterów, ale nie do końca. Ich świat jest inny, trzeba poświęcić mu czas i uwagę. Moim zdaniem warto to zrobić.

Święta to taki okres, kiedy tego czasu mamy więcej niż zwykle. Jesteśmy przemęczeni, niejednego dopadło już wiosenne przesilenie. Będziemy spacerować, rozmyślać, spotykać się z rodziną. I oczywiście czytać. Może to jest dobry moment na sięgnięcie po książkę, którą od dawna odkładaliście, wiedząc, że jest gruba i niezbyt łatwa? Może właśnie „Miasteczko Middlemarch”, jeśli jeszcze się nie zdecydowaliście? Albo Faulkner, Steinbeck, Henry James… Ja mam zamiar wreszcie poświęcić uwagę „The Luminaries”. Może nie w święta, ale będzie to moja majówkowa lektura. A potem może wreszcie „Sto lat samotności”?


Przy „The Luminaries” nawet „Miasteczko Middlemarch” wygląda całkiem niewinnie.

Jestem przyzwyczajona do czytania grubych książek. Moją zwykłą lekturą są kilkutomowe powieści osiemnastowieczne, często dostępne tylko w formie mało przyjaznych skanów na google books. Mimo to zawsze waham się przed rozpoczęciem lektury kolejnej trudnej i opasłej książki – krótsze pozycje kuszą obietnicą bardziej przystępnej rozrywki. Mobilizuję się jednak, bo nie chcę zatracić umiejętności czytania wolno, uważnie i z namysłem. Kocham prostotę. Bez oporów wyrzucam nieużywane przedmioty, pozbywam się nadmiaru ubrań. Spędzam czas na najprostszym z możliwych sportów – biegając. Wstaję wcześniej, by powoli wypić poranną kawę. Ćwiczę jogę. Ale wiem, że świat prosty nie jest, i nie chcę rezygnować z trudnych, poplątanych lektur, odsłaniających swoje znaczenie bardzo opornie. I zachęcam was do tego samego – w ramach prostego życia, znajdźcie czas na wolne i uważne czytanie. I tego Wam życzę z okazji świąt!


You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply