Niedzielna Dziesiątka

Niedzielna dziesiątka – książki o zwierzętach

8 maja 2016

Chyba nie pamiętam, jak to się zaczęło. Jestem dziewczyną z miasta, wychowałam się na wrocławskim blokowisku, przyrodę znałam raczej z książek. Może pierwszy był Durrell i znoszone przez niego do domu zwierzaki? A może zaczęło się znacznie poważniej – od „Wirungi” i poczucia, że jestem coś winna Dian Fossey, choć jej nigdy nie widziałam?

Nie wiem, podobnie jak nie mam pojęcia, jak to się stało, że pewnego dnia zapisałam się na listę dyskusyjną Foto-przyroda, pojechałam na pierwszy w życiu plener fotografii przyrodniczej, a nawet dostałam na zaoczną biologię. Choć jednak nie pamiętam szczegółów, nie mam wątpliwości, że za tym wszystkim stoją książki.

Tak czy inaczej, nadal chętnie czytam o przyrodzie, a przyrodnicze lektury zajmują sporą część mojej biblioteczki. Z radością obserwuję także, że moda na czytanie o zwierzętach i roślinach dociera także do nas. W Wielkiej Brytanii jest mnóstwo książek o łąkach, lasach, o ptakach w mieście i poza nim, o motylach, rzekach i górach. Oczywiście – łatwiej wydaje się takie książki w kraju, w którym obserwowanie ptaków jest niemalże narodowym hobby, a porady dotyczące przyciągnięcia zwierząt do domowych ogródków pojawiają się regularnie w prasie. Na szczęście i nasi wydawcy coraz śmielej sięgają po książki typowo przyrodnicze. Marginesy mają świetną serię Eko, Czarne zaś Menażerię, a pojedyncze książki pojawiają się także w innych wydawnictwach. Ja zaś to wszystko kupuję, czytam i się napawam, tylko miejsce na półkach już dawno mi się skończyło.

Dzisiejsze słońce, kwiaty na balkonie i głosy jerzyków polujących między blokami sprawiły, że zaczęłam wyciągać kolejne przyrodnicze lektury, aby ostatecznie wybrać dziesięć książek o zwierzętach, które moim zdaniem warto znać!

Tom Michell „Lekcje z pingwinem”

O zwierzętach czyta się przyjemnie, bo bywają zabawne i urocze. Jeśli rozczulają was filmiki o kotach, papugach, sówkach i innych zwierzakach, zakochacie się w książce o młodym Brytyjczyku, który pod wpływem impulsu uratował oblepionego ropą pingwina. A kiedy okazało się, że ptak nie ma zamiaru odpłynąć w siną dal, zabrał go na kampus i zakwaterował w wannie. Książka jest przezabawna, ale też wzruszająca – ostrzegam!

Dave Goulson „A Sting in the Tale”

Książkę można napisać dosłownie o wszystkim – najlepszym dowodem jest zaskakujący bestseller o drewnie. Dave Goulson napisał porywającą książkę o trzmielach, którą czyta się jak najlepszą powieść, choć zawiera mnóstwo konkretnych informacji. Jest to zarazem relacja z tego, w jakim stanie jest nasze środowisko naturalne i jak bardzo wszystko jest ze sobą w przyrodzie powiązane.

Peter Matthiessen „Śnieżna pantera”

Nie po raz pierwszy umieszczam tę książkę na niedzielnej liście, i nie po raz pierwszy przyznaję, że gdybym miała do końca życia czytać w kółko jedną książkę, „Śnieżna pantera” miałaby duże szanse na to, że ją wybiorę. Piękna i mądra opowieść o tym, jak wyprawa w poszukiwaniu nieuchwytnego drapieżnika pomogła autorowi poradzić sobie z żałobą i odnaleźć sens.

William Fiennes „The Snow Geese”

Fascynują mnie wędrówki ptaków. Autor tej książki najwyraźniej tę fascynację podziela, ponieważ pewnego razu postanowił odbyć wędrówkę wraz ze stadem gęsi, konkretnie śnieżyc dużych. Książka nie jest po prostu relacją z tej wędrówki. To raczej zbiór różnych impresji, wiadomości o ptakach, wspomnień autora. Nic wielkiego, a jednak lubię do tej książki wracać.

Gerald Durrell „Moja rodzina i inne zwierzęta”

Sądzę, że nie muszę tej książki reklamować, jeśli jednak jakimś cudem jej nie znacie, koniecznie po nią sięgnijcie. To jedna z najbardziej uroczych, ciepłych i podnoszących na duchu książek, jakie kiedykolwiek napisano! Durrell napisał zresztą wiele innych książek, których bohaterami, przynajmniej po części, są zwierzęta, i powiem wprost – kocham je wszystkie!

Alan Rabonowitz „Jaguar”

Żałuję, że wydawnictwo Prószyński i S-ka nie wydaje już serii Obieżyświat. Ukazało się w niej sporo świetnych i nieoczywistych książek podróżniczych, a kilka tytułów dotyczy przyrody. „Jaguar” to opowieść o samotnej walce pewnego zoologa o ustanowienie pierwszego na świecie rezerwatu, którego celem jest ochrona jaguarów. Czyta się to niczym thriller, choć historia jest jak najbardziej prawdziwa!

Farley Mowat „Wirunga”

Nie jestem nawet pewna, czy najpierw przeczytałam książkę, czy obejrzałam film, pamiętam za to, że efektem tej lektury było po pierwsze bezkrytyczne uwielbienie dla Farleya Mowata (przeczytałam potem wszystko, co kiedykolwiek napisał), a po drugie wyjazd do centrum rehabilitacji orangutanów na Borneo. „Wirunga” to wprawdzie książka o gorylach górskich, a przede wszystkim o niesamowitej kobiecie, która dla tych goryli poświęciła wszystko, ale budzi obawę o los wszystkich małp człekokształtnych. Spotkanie z gorylami górskimi jest jednym z moich największych marzeń, przede wszystkim zaś chciałabym, żeby ich los był mniej niepewny. Po przeczytaniu „Wirungi” będzie śledzić wszystkie kampanie, których celem jest ochrona dzikich zwierząt, podpisywać petycje i wspierać organizacje ochrony przyrody drobnymi datkami. Inaczej się nie da, kiedy miało się do czynienia z Dian Fossey, choćby było to tylko spotkanie na kartach książki.

Stanisław Łubieński „Dwanaście srok za ogon”

Pisałam o tej książce całkiem niedawno tutaj – to świetnie napisany zbiór, nie ma szans, żebyście się zawiedli na tej lekturze!

Helen Macdonald „H is for Hawk”

Kolejna książka, o której niedawno pisałam (klik). Niebawem ukaże się w polskim tłumaczeniu, w serii Menażeria Wydawnictwa Czarne. Nie przegapcie, jeśli doceniacie piękny język i mądrą, niebanalną literaturę faktu. To nie tylko opowieść o oswajaniu jastrzębia. Przede wszystkim to książka o radzeniu sobie ze stratą, a także o szukaniu samej siebie.

Mikołaj Golachowski „Czochrałem antarktycznego słonia”

Jedna z moich najnowszych lektur, która od razu wdarła się na listę ulubionych. Jeszcze o tej książce napiszę, tymczasem powiem tylko, że podczas lektury śmiałam się, wzruszałam i wiem, że będę do niej wracać!

Nie zmieściły się książki Jamesa Herriota o przygodach pewnego weterynarza, które bawią mnie niezmiennie od bardzo wielu już lat (pozwólcie, że nie zdradzę, od ilu, żeby samej siebie nie dołować liczeniem). Nie zmieściła się książka ważna, której jednak nie mam i chyba mieć nie będę. Mowa o „Wydrach pana Gavina” Gavina Maxwella – jednej z pierwszych książek, jakie przeczytałam w oryginale. To urocza opowieść o wydrze, po lekturze której będziecie marzyć o posiadaniu takiego niesfornego zwierzaka. Zakończenie jednak złamało mi kiedyś serce i choć teraz byłabym pewne bardziej odporna, boję się po nią sięgnąć ponownie i sprawdzić. Powinnam też umieścić na kupce „Nie taki wilk straszny” Mowata – krótką i zabawną książeczkę o życiu ze stadem wilków, którą pominęłam, bo „Wirungi” tego samego autora pominąć nie mogłam.

Dopisalibyście do tej listy coś jeszcze? Jeśli lubicie czytać o zwierzętach, podzielcie się tytułami, jeśli zaś do tej pory omijaliście takie książki szerokim łukiem, może tym razem poczujecie się zachęceni?

You Might Also Like

21 komentarzy