uliczki nagród literackich

Nominacje do Orange Prize 2011

17 marca 2011

Jestem tak zarobiona, że mało brakowało, a przegapiłabym nominacje do Orange Prize. Jest to nagroda dla książek napisanych w języku angielskim przez kobiety, przyznawana przez kobiece jury. Zawsze z ciekawością przeglądam listę nominowanych tytułów, zwłaszcza że zawsze znajduję na niej kilka, które mnie interesują. Niektóre trafiają nawet po jakimś czasie na polski rynek, co mnie cieszy. Lista nominowanych liczy sobie 20 tytułów, z czego siedem to książki brytyjskie, sześć amerykańskie, jedna irlandzka, jedna o Sudanu, chociaż autorka pochodzi z Egiptu a mieszka w Katarze i Wielkiej Brytanii, jedna z Kanady, jedna z Indii, jedna autorstwa Brytyjki mieszkającej w Nigerii, potem Brytyjki mieszkającej w Sierra Leone i Amerykanki żyjącej w Serbii.

Lyrics Alley – Leila Aboulela

Lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku w Sudanie, losy rodziny Abuzied – dwie żony patriarchy rodu walczą ze sobą, a gdy syn spadkobierca ulega prawie śmiertelnemu wypadkowi, jego życie będzie musiało ulec całkowitej zmianie. Czytałam kiedyś regularnie blog autorki i chętnie przeczytam wreszcie jakąś jej powieść, Sudan jest dodatkowym bonusem.

Jamrach’s Menagerie – Carol Birch

Dziewiętnasty wiek, młody mężczyzna dzięki przypadkowi zostaje praktykantem u znanego podróżnika i odkrywcy i wraz z nim wyrusza na wyprawę w poszukiwaniu legendarnych smoków z Komodo. Brzmi za bardzo przygodowo, ale podróż do Indonezji mnie kusi, może być na początek na papierze.

Room – Emma Donoghue

Najbardziej znana powieść z listy, finalistka Bookera. Bohaterem jest pięcioletni Jack, który żyje wraz z matką w czterech ścianach pokoju. Książka zbiera mnóstwo bardzo entuzjastycznych recenzji, myślę, że byłoby to bardzo dziwne, gdybyśmy wkrótce nie doczekali się polskiego wydania. Bronię się przed tą książką, ale nie wierzę we własną skuteczność;)

The Pleasure Seekers – Tishani Doshi

Rok 1968, Babo Patel wyjeżdża z rodzinnego Mardasu poszukać szczęścia w Londynie. Złe przeczucia jego ojca sprawdzają się w chwili, gdy Babo zakochuje się bez pamięci w dziewczynie z Walii – ten romans na zawsze zmieni obie rodziny. Autorka jest indyjską poetką i tancerką. Podobno oparta na faktach, może przeczytam.

Whatever You Love – Louise Doughty

Laura, której dziewięcioletnia córeczka ginie w wypadku, próbuje na własną rękę poszukać sprawiedliwości. Otwierają się przy tym stare rany, a Laura będzie musiała zmierzyć się nie tylko ze śmiercią córki, ale także z dawnym romansem, który doprowadził do jej narodzin. Hmm, nie za dużo na nią spada?

 A Visit from the Goon Squad – Jennifer Egan

Życie potentata z branży muzycznej i jego asystenta od dzieciństwa prawie do czasów współczesnych. Autorka wydawana już w Polsce, i już poprzednio mi się nie spodobała, a branża płytowa mnie nie kręci.

The Memory of Love – Aminatta Forna

Kolejna znana na naszym rynku autorka. Psycholog z Wielkiej Brytanii wyjeżdża do Sierra Leone w przededniu wojny domowej w tym państwie. Tam nawiązuje niezwykła przyjaźń z charyzmatycznym młodym chirurgiem. Sierra Leone? Tak, koniecznie, chętnie sięgam po książki o miejscach, których kompletnie nie znam, zwłaszcza jeśli zawierają w sobie kawałek historii.

The London Train – Tessa Hadley

Mężczyzna i kobieta spotykają się w londyńskim pociągu. On jest Walijczykiem, w Londynie szuka zaginionej córki. Ona wraca do Cardiffu, do domu, który odziedziczyła po rodzicach. Oboje są w przełomowym momencie swojego życia, a przypadkowe spotkanie będzie miało poważne konsekwencje. Lubię opowieści o przypadkach zmieniających nasze życia.

Grace Williams Says it Loud – Emma Henderson

Historia dwójki ludzi zamkniętych w szpitalu psychiatrycznym. Nie trafia do mnie opis wydawcy.

The Seas – Samantha Hunt

Dziewczyna z podupadającego nadmorskiego miasteczka zakochuje się w weteranie wojennym, starszym od niej o 13 lat. Ojciec powiedział jej kiedyś, że narodziła się w morzu, a teraz nawiedzają ją dziwne wizje o mitycznej miłości między syreną a śmiertelnikiem, która jest skazana na potępienie. Próba złagodzenia bólu dojrzewania sprawia, że dziewczyna trafia do więzienia, To, jak się z niego wydostanie, to materiał na legendę. Syrenka i śmiertelnik? Mam jakieś deja vu;)

The Birth of Love – Joanna Kavenna

Historia, w której przeplatają się nauka, narodziny nowego życia i śmierć. Akcja toczy się w wietnamskim szpitalu dla obłąkanych w końcu dziewiętnastego wieku,w którym zamknięty zostaje lekarz, który twierdzi, że niemycie rąk przez jego kolegów przyczynia się do śmierci noworodków, w norweskim centrum rozrodczym w roku 2153 i w Londynie w roku 2009. Hmm, gdyby nie wątek futurystyczny, to byłabym na tak, ale może chociaż ten Wietnam uratuje sprawę?

Great House – Nicole Krauss

Kolejna znana u nas autorka i kolejna wielowątkowa historia (przeplatające się różne wątki zdają się być znakiem rozpoznawczym tegorocznej listy), tocząca się w Chile, w Londynie i w Jerozolimie. Motywem łączącym wszystko w calość są tajemnicze przedmioty z przeszłości, znajdowane w szufladach biurka. Nie przebrnęłam przez poprzednią powieść Nicole Krauss, ale może miały na to wpływ różne powody osobiste, jeśli więc będę miała okazję, to sięgnę po jej nową książkę.

The Road to Wanting – Wendy Law-Yone

Na Ga, Birmanka porzucona przez amerykańskiego kochanka z jednym dolarem w banku i biletem do Birmy w jedną stronę, trafia do miasta leżącego na granicy Chin i Birmy. Zachęca mnie głównie ze względu na miejsce akcji.

The Tiger’s Wife – Téa Obreht

Młoda lekarka próbuje się pogodzić ze śmiercią swojego dziadka na dotkniętych wojną Bałkanach. Znajduje stary, zniszczony egzemplarz księgi dżungli i zostaje wciągnięta w niezwykłą historię Żony Tygrysa. Jeśli to realizm magiczny, to czemu nie? Ale streszczenie brzmi dziwnie.

The Invisible Bridge – Julie Orringer

Rok 1937, węgierski student architektury przyjeżdża na stypendium do Paryża z jedną walizką i listem do tajemniczego odbiorcy. W tym czasie jego młodszy brat zaczyna studia medyczne w Modenie, a młodszy rzuca szkołę dla sceny. Wszystkich schwyta dramat wojny nadciągającej nad Europę. Niby to już było, ale może Julie Orringer ma coś nowego do powiedzenia, albo do przypomnienia?

Repeat it Today with Tears – Anne Peile

Susanna to skryte dziecko, ogarnięte obsesją odszukania ojca, którego nigdy nie poznała. Gdy jako nastolatka odnajduje jego adres, jedzie do niego ukrywając swoją tożsamość i wdaje się w romans, którego konsekwencje muszą być tragiczne. Brzmi mało zaskakująco, ale kto wie?

 Swamplandia! – Karen Russell

Dwunastolatka mieszkająca w parku rozrywki na Florydzie, którego atrakcją są aligatory, musi zmierzyć się z bólem po śmierci matki, a przy okazji poradzić sobie z siedemdziesięcioma aligatorami, które ma pod swoją opieką, a także samotnie wyruszyć na niebezpieczne mokradła. Trochę udziwnione, jak dla mnie.

The Secret Lives of Baba Segi’s Wives – Lola Shoneyin

Bolanle, młoda i wykształcona Nigeryjka, ku zdumieniu swojej ambitnej matki, godzi się zostać czwartą żoną bogatego Baba Segi. Jej dyplom jest wprawdzie dla nowej rodziny prawdziwym trofeum, ale jednak rola żony to rodzenie dzieci. Tylko że mąż jakoś dziwnie często cierpi na bóle brzucha… Mam słabość do literatury nigeryjskiej, ale bóle brzucha i dobrowolne rodzenie dzieci starszemu, nieatrakcyjnemu facetowi z trójką żon? Nie jestem przekonana…

The Swimmer – Roma Tearne

Mała wioska w Suffolk. Ria, samotna poetka w średnim wieku i Ben, młody lekarz ze Sri Lanki czekający na przyznanie mu azylu politycznego, nawiązują niezwykłą przyjaźń. Jednak nienawiść czai się w pobliżu, a jej konsekwencji nikt nie jest w stanie przewidzieć. Czy mi się tylko wydaje, czy te wszystkie opisy brzmią podobnie, tylko sceneria się zmienia? Tu również autorka opiera swoją opowieść na własnych doświadczeniach, i znowu być może mnie to skusi, ale tylko być może…

Annabel – Kathleen Winter

Chłodny i piękny krajobraz Kanady, a w nim dziecko-hermafrodyta. Wychowany jako chłopiec, jednak żeńska cząstka jego osoby nie daje się całkiem pogrzebać. Raczej nie dla mnie.

Posiadanie Kindle’a sprawia, że inaczej patrzę na tę listę niż co roku. Wiem, że mogłabym w każdej chwili zacząć czytać dowolną z tych książek, ale, o dziwo, nie kusi mnie to wcale. Nie znaczy to, że nie interesuje mnie żaden tytuł – wręcz przeciwnie! Cieszę się widząc tyle powieści z egzotycznymi krajami w tle, lubię taką literaturę. Na pewno chciałabym sięgnąc po opowieść z Sudanu i ze Sierra Leone, słynny „Room” też w końcu wyląduje w moich rękach, ale czy coś jeszcze? Zobaczymy, niektóre autorki są mi znane i ich nazwiska zachęcają. Poza tym od początku stycznia w ogóle nie kupuję książek, wyjatek zrobiłam