dzielnica fikcji

Blogi o książkach to zło

6 maja 2010

Blogi o książkach to zło.

Surfuje sobie człowiek niewinnie w necie, zagląda na zaprzyjaźnione blogi, zapamiętuje tytuły, czuje się kulturalny i w ogóle. Aż tu nagle, bez uprzedzenia, niejaka Germini pisze o pewnej książce tak: „…rewelacyjna. Może powtórzę dla lepszego efektu: rewelacyjna! Jestem absolutnie zakochana w świecie, który stworzył Martin, w intrygach, które uknuł na kartach powieści i w karuzeli emocji, jaką mi zafundował.”  W komentarzach kolejne rzesze złych ludzi zachwalają i kuszą. Broniłam się dzielnie, jako że jeden rzut oka na stos nieprzeczytanych książek wybijał mi skutecznie z głowy pomysły zagłębienia się w wielotomową sagę, która powoduje, że nie ma się ochoty na czytanie nic innego. I wtedy pojawiła się naprawdę_zła_kobieta – Inblanco, która postanowiła skruszyć mój opór i zaoferowała pożyczenie dwóch pierwszych tomów. Sami widzicie więc, że fakt, że jestem nieobecna na blogu ostatnio, że zalegam ze sprawdzaniem testów, a na moich półkach zalega dla odmiany kilkudniowy kurz to absolutnie nie moja wina. Jeśli macie mniej wyrozumiałą rodzinę, niż ja, nie czytajcie dalej tej notki. Wyrzućcie ją z pamięci.

Ostrzegałam. Teraz jesteście zgubieni. Bo ja będę Was kusić, jak i mnie kuszono. A jak już weźmiecie w ręce pierwszy tom „Pieśni Lodu i Ognia” George’a R. R. Martina, przepadniecie dla świata na dłużej. Bo Martin nie oszczędza czytelnika. Tomy mają po 800 lub 900 stron i są nieznośnie wciągające, a w dodatku nieprzyzwoicie dobrze napisane.

Muszę przyznać, że początki były trudne. Dostałam książki już dawno, ale odkładałam ich lekturę wiedząc, że mnie pochłonie. Gdy w końcu wzięłam do ręki „Grę o tron”, przeczytałam kilkanaście stron, coś mnie oderwało, i ciężko było mi wrócić. Nie wiedziałam, o co chodzi, klimat mnie nie urzekł. Po tylu zachwytach nie mogłam jednak odpuścić tak łatwo, dwa grube tomu mrugały do mnie z półki wytrwale i wreszcie postanowiłam dać im drugą szansę. Tym razem nie odłożyłam książki aż do późnej nocy.

Nie ma sensu streszczanie, ani nawet ogólne rysowanie fabuły. Jestem przekonana, że nawet osoby, które nie przepadają za fantasy, dałyby się wciągnąć w tę powieść. Jest to bowiem historia o namiętnościach, polityce i władzy, o ludziach wciągniętych w wir historii, którzy muszą sobie radzić z rolami im narzuconymi, w sytuacjach pozornie bez wyjścia. Świat Martina jest kompletny i wiarygodny, magii w nim niewiele, za to ludzkich słabostek, intryg i zbrodni wiele. Historie się przeplatają, a każdy bohater potrafi stać się nam bliski, nawet taki, który początkowo budzi naszą niechęć.  

Mogę więc jedynie powtórzyć za Germini – rewelacyjna powieść! Cieszę się bardzo, że przede mną jeszcze kilka nieprzeczytanych tomów. Moja rodzina z pewnością mniej się z tego cieszy;) Germini, Inblanco – dziękuję Wam bardzo! Jak mnie wyrzucą z domu, przyjadę do Was;)

 

 

 

 

 

 

Moja ocena: 6/6

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply