dzielnica fikcji

Misja: Miasteczko – księga I

9 marca 2014

Fotel, herbata, opasła wiktoriańska powieść w ręku – zaczynam (bardzo powoli!) zawierać znajomość z Dorotheą Brooke. Trudno mi było zacząć, nie z braku chęci, ale z braku czasu. Kiedy wreszcie znalazłam chwilę na to, żeby przynajmniej zacząć, bardzo szybko przekonałam się, że to nie będzie trudna lektura. George Eliot pisze bowiem z tak ironicznym dystansem do swoich bohaterów i z takim poczuciem humoru, że momentalnie rozpoznaje się w niej wielbicielką Jane Austen (którą w istocie była). Dorothea Brooke, dziewiętnastolatka, ma bardzo zdecydowane poglądy na życie i małżeństwo. Oczekuje od męża, że będzie on jednostką wybitną, godną podziwu, zdolną nauczyć ją czegokolwiek, choćby hebrajskiego, jeśli będzie miała ochotę. Przystojny baronet, który bezustannie jej przytakuje i przynosi w prezencie miniaturowego pieska, nie wiedząc, jak bardzo nie znosi ona takich zwierzaków, nie ma szans na zdobycie jej szacunku i serca. George Eliot opisuje ich relację jednym zdaniem – „an amiable handsome baronet, who said ‚Exactly’ to her remarks even when she expressed uncertainty, – how could he affect her as a lover?” (Nie pokuszę się o tłumaczenia cytatów, więc jeśli coś będę wstawiać, będzie to oryginał, bo polskiej wersji nie mam niestety.)

Właściwie już od pierwszego rozdziału, od sceny podziału klejnotów odziedziczonych po matce, zaintrygowały mnie zarówno Dorothea, jak i jej siostra Celia. Wygląda na to, że przynajmniej na razie będzie mi się czytało całkiem dobrze.

Czytanie w odcinkach nie jest dla mnie czymś nowym, choć wielu czytelników nie potrafi się przekonać do takiej formy. Pamiętajcie jednak, że powieści wiktoriańskie tak właśnie były czytane. Ukazywały się w odcinkach, a czytelnicy musieli czasem dość długo czekać na kolejną część. „Miasteczko Middlemarch” podzielone jest na osiem ksiąg i każda została wydana oddzielnie na początku.

Pierwsze wydanie

George Eliot decyzję o napisaniu powieści o życiu w fikcyjnym miasteczku na prowincji zapisała w swoim dzienniczku 1 stycznia 1869 roku. Była to zaledwie jedna pozycja z kilku zadań na nadchodzący rok, można więc uznać, że było to swoiste postanowienie noworoczne. Napisała tak:

1 stycznia – Jasny, mroźny poranek. Oboje mamy się dobrze. Służba dostanie małą niespodziankę, a my idziemy do pana i pani Burne Jones z książka dla ich synka. Zrobiłam listę zadań na ten rok – zastanawiam się, ile z nich zrealizuję? Powieść o tytule „Middlemarch”, długi poemat o Timoleonie i kilka mniejszych wierszy.

Poemat o Timoleonie długo zaprzątał jej myśli, ostatecznie jednak go nie napisała. Praca nad „Miasteczkiem Middlemarch” też jednak nie szła łatwo – pierwszy rozdział skończyła dopiero 5-go sierpnia. W połowie września pisała rozdział trzeci i przeżywała chwile zwątpienia, niepewna, czy ta powieść w ogóle ma sens. Ostatecznie jednak udało jej się ukończyć pierwszą księgę w listopadzie. Ukazała się ona 1-go grudnia i świetnie się przyjęła – wyprzedano prawie cały nakład, choć cena nie była bynajmniej niska. Druga księga ukazała się pod koniec lutego, kolejne tak samo, w dwumiesięcznych odstępach, za wyjątkiem ostatnich dwóch, które zostały wydane w odstępie miesiąca. 

Dla czytelników nie była to nowa sytuacja – większość powieści ukazywała się w odcinkach. Te najbardziej popularne czytano więc po wielokroć, w oczekiwaniu na kolejne rozdziały. Czytano je też często na głos i cała rodzina dyskutowała o tym, co się w powieści wydarzyło. Sama George Eliot często czytała na głos swojemu partnerowi (tak – nie była mężatką, mieszkała z żonatym partnerem!) Na głos czytali też, gdy przychodzili goście, była to dość popularna rozrywka. Takiej formy lektury najbardziej im zazdroszczę.

Jak wam idzie lektura? Łatwo było wniknąć w świat Tipton Grange? Ja jestem wręcz zdziwiona, że tak szybko poczułam się w nim dobrze. Choć przyznaję, że pierwszej księgi jeszcze nie skończyłam, wydaje mi się jednak, że nie zajmie mi to dużo czasu.

Chcąc poczuć się jak czytelnicy z epoki, powinniśmy odczekać aż dwa miesiące do kolejnej księgi. Obawiam się jednak, że nasze czasy cechuje niecierpliwość, dlatego postaram się przeczytać drugą księgę w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Kolejne spotkanie w poniedziałek 24.03, i liczę, że jeśli jeszcze nie zaczęliście lektury, lub wahacie się, czy to w ogóle ma sens, do tego czasu będziecie mieli za sobą przynajmniej kilka – kilkanaście rozdziałów!


You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply