dzielnica fikcji, Featured

„Smutek i rozkosz” Meg Mason

1 maja 2022
Książka Smute i rozkosz na tle nieba

Wiele już o tej powieści napisano, ale dorzucam swoje trzy, a może nawet cztery grosze, bo to ciekawa lektura nie tylko na majówkę, ale także na te chwile, w których trudno nam się skupić na książce. To książka trochę inna niż wszystko, co ostatnio czytałam. Niekoniecznie zabawna, choć to słowo często pojawia się w recenzjach, za to ciepła, słodko-gorzka i odważna.

Czuję w tej książce nutę współczesnej Jane Austen. Życie Marthy, głównej bohaterki, i jej siostry Ingrid kręci się wokół ich małżeństw. Wychowane w nieszczęśliwej, nieco toksycznej rodzinie nie wyobrażają sobie chyba życia bez mężczyzn, nawet kiedy romantyczna strona związku rozpłynie się w niepamięci. I choć Marthę poznajemy w momencie, w którym jej mąż się wyprowadził, a ich małżeństwo rozpada się, zaś Ingrid, wycieńczona kolejnymi ciążami i niemowlętami domagającymi się jej uwagi, wyznaje, że nie patrzy już na męża jak na człowieka, w głębi ducha obie wydają się przekonane, że mogą funkcjonować tylko w związku. „Nie odchodzi się od męża, chyba że ma się naprawdę dobry powód” – wyjaśnia Ingrid. „A co jeśli ktoś jest nieszczęśliwy?” – pyta siostra. „To bez znaczenia. Taki powód nie wystarczy. Kogo obchodzi, że jesteś znudzona, trochę ci ciężko i się odkochałaś? Umowy trzeba dotrzymać” – konstatuje Ingrid.

Podoba mi się szczerość Mason, bezpośredniość jej narratorki, która zdaje się pozbawiona złudzeń, gdy patrzy na młodych ludzi w parku i myśli, że sprawiają wrażenie, „jakby przez całe życie nie miało prawa przydarzyć im się nic złego”. Ona sama, dotknięta chorobą, której nazwy autorka książki nie zdradza, zmaga się z samą sobą, z rodziną i światem. O swoim mężu Patricku mówi, że jest „jak kanapa, która od zawsze stoi w rodzinnym domu”. Traktuje jego obecność jako pewnik, więc jego odejście stanie się impulsem do zmian.

Dopiero po uzyskaniu diagnozy Martha zacznie dochodzić do ładu ze sobą. Potrzebuje wiedzy na temat tego, kim tak naprawdę jest, by podjąć terapię. Przez lata lekarze ją zbywali, faszerując źle dobranymi lekami, zaś rodzina najwyraźniej ukrywała to, co wiedziała. Autorka nie zdradza, na co cierpi jej bohaterka – zabieg ten bardzo mi się spodobał, bo dzięki niemu nie skupiamy się na samym schorzeniu, a raczej na tym, jak wiedza lub niewiedza na jego temat wpływa na Marthę. Liczy się to, żeby znać prawdę o sobie, a nie to, jaka to prawda.

To powieść o relacjach – między siostrami, które się wspierają, ale gdzieś pod powierzchnią buzuje między nimi rywalizacja, między Marthą a jej matką i przede wszystkim między Marthą a jej mężem. Patrick jest w cieniu, nie znamy jego perspektywy, ale to jego obecność lub jej brak zmienia wszystko. Mason pisze z dystansem i ciepłym humorem, a chwilę później uderza prosto w splot słoneczny, i tak co chwilę.

„Proporcje zmieniły się niezależnie od nas, waliło się i paliło, wszystko było w najlepszym porządku, wakacje, nieszczelna rura, nowa pościel, urodziny, fachowiec między dziewiątą a trzecią, ptak roztrzaskany o szybę, chcę umrzeć, proszę, nie mogę oddychać, zaproszenie na lunch, kocham cię, dłużej już nie dam rady, obojgu nam wydawało się, że tak będzie już zawsze”.

Świetna książka, jedna z lepszych, jakie w tym roku przeczytałam – porusza i daje do myślenia.

„Smutek i rozkosz” Meg Mason

Przełożył Mateusz Borowski

Wydawnictwo Znak Liternova 2022

You Might Also Like

5 komentarzy

  • Reply Aga 1 maja 2022 at 11:43

    To i ja dorzucę swoje trzy grosze, bo przeczytałam niedawno po polecankach Pauliny Małochleb i Olgi Wróbel. Przekleję własną notkę, bo nie chce mi się wyważać już otwartych drzwi: to jest całkiem przyzwoite czytadło, wciągające jak bagno, ale nic ponadto. Ta książka nie ma według mnie nic wspólnego z Bridget Jones, przede wszystkim w ogóle nie jest zabawna (ani nawet być takową nie próbuje). Jest dołująca, jako zapis wieloletnich zmagań młodej kobiety z wyniszczającą i nieprawidłowo zdiagnozowaną chorobą psychiczną. A ponadto irytująca niemożebnie, bo chciałoby się Marcie współczuć, ale jest to prostu niewykonalne. OK, jest chora, odkąd skończyła 17 lat. Rodzice w zasadzie olali temat, uznając, że stygmatyzująca diagnoza córce niepotrzebna, i w zamian pozwalali jej latami cierpieć i łykać garściami pigułki, które nie działały, bo mniej stygmatyzujące diagnozy lekarskie były nieprawidłowe (WTF?). Nic to, że połowa rodziny z obu stron popełniła samobójstwa z powodu choroby afektywnej dwubiegunowej (której nazwa ostatecznie w ogóle nie pada, bo tak zdecydowała autorka, z powodów całkowicie dla mnie niezrozumiałych). Niech się córka męczy, może akurat samo jej przejdzie. Ale przez kolejne 23 lata Martha miewa długie okresy zupełnie normalnego funkcjonowania, których nie wykorzystuje na choćby próbę ustalenia, co jej właściwie dolega. Nawet nie wrzuci listy symptomów w Google (co, jak się finalnie okazuje, zupełnie by wystarczyło). W zamian pławi się w niezadowoleniu, bo nikt jej nie rozumie, i niezależnie od swojego aktualnego stanu zdrowia, dzień za dniem, konsekwentnie, zamienia życie najbliższych w piekło.
    UWAGA, SPOILERY ABSOLUTNIE NIEZBĘDNE DO KRYTYKI POWIEŚCI
    Jak ktokolwiek ma ją zrozumieć, skoro najbliższe osoby (siostrę, męża) okłamuje w tak istotnych sprawach, takich jak chęć posiadania dziecka? Twierdzi, że go nie chce, choć o niczym bardziej nie marzy.
    Dlaczego to robi? Bo kiedy była nastolatką, lekarze powiedzieli jej, że – przyjmując leki antydepresyjne – nie powinna zachodzić w ciążę. Kilku specjalistów jej to powtórzyło, a ona przeżyła następne bez mała ćwierć wieku, nie badając tematu, a nawet nie czytając (najwyraźniej) ulotek dołączanych do zażywanych leków. Tak bardzo marzyła o macierzyństwie, że nie zrobiła dosłownie niczego, by sobie realizację tego pragnienia umożliwić.
    KONIEC SPOILERÓW
    Serio, ta kobieta jest po prostu tępa. Chora, ale także tępa, antypatyczna i sama sobie winna w stopniu o wiele większym, niż byłaby to gotowa przyznać. A mąż, którego po 8 latach traktowania gorzej niż ścierki do podłogi w końcu wyrzuca z domu (nie jest to spoiler, bo to akurat dzieje się na pierwszych stronach, książka ma zaburzoną chronologię), po kilku tygodniach radośnie wraca po więcej, więc najwyraźniej też ma jakieś zaburzenia.
    Czy źle się to czytało? Nie. Ale marketing jest kompletnie nieadekwatny do zawartości. Tak że – jak widać – odebrałam ją zupełnie inaczej niż recenzująca większość.

    • Reply padma 1 maja 2022 at 12:07

      Rozumiem Twoją opinię, choć sama inaczej tę książkę odebrałam, być może dlatego, że znam parę osób zmagających się z różnymi schorzeniami psychicznymi i wiem, jak długi jest proces uświadamiania sobie czegoś ważnego. Sądzę, że Martha bała się przyznać przed samą sobą do tego, czego pragnie najbardziej i nie uważam, że można powiedzieć, że pławi się w niezadowoleniu – jej zmagania z samą sobą są widoczne i oczywiste.

      Finezja tej narracji polega na tym, że autorka pokazuje, jak wiele stron ma każda historia. Historia Marthy i Patricka nie jest prosta. Gdyby traktowała go jak ścierkę do podłogi, ich relacja byłaby inna. Myślę, że skupiłaś się na trudnych chwilach, przegapiając całe to zwykłe, szczęśliwe życie, o którym Martha też opowiada. Ja widzę w tej książce prawdę na temat związków, które chyba nigdy nie są samą „rozkoszą”, a element „smutku” jest zawsze obecny, choć oczywiście nie zawsze aż tak silnie się rysuje jak w przypadku Marthy.

  • Reply Aga 1 maja 2022 at 12:51

    Właśnie wydaje mi się, że to ona nie opowiada w ogóle o tym szczęśliwym życiu (co najwyżej o nim napomyka, unieważniając je przez kontrast do momentów, na których się skupia). Dlatego i czytelnik nie bardzo może je zauważyć. Nie czytałam tej książki z żadnym konkretnym nastawieniem i naprawdę chciałam współodczuwać z bohaterką. Ale ona sama bardzo to utrudnia. To, jak pisze o mężu, nie wzbudza dla niej sympatii (że posłużę się skrajnym eufemizmem). Ogólnie jej perspektywa jest skrajnie egoistyczna (co samo w sobie nie jest złe i w pewnym stopniu zrozumiałe), a jej zachowania całkowicie niedojrzałe. Myślę, że ważny jest też aspekt klasowy, choć opisany trochę niekonsekwentnie (cała rodzina Marthy żyje na łaskawym chlebie ciotki, rodzice w zasadzie w ogóle nie pracują w normalnym sensie tego słowa, więc dla Marthy nie ma żadnego dysonansu w tym, że to mąż będzie ją utrzymywać, bo nie sądzę, żeby na tych felietonach do gazetki z supermarketu zarabiała jakieś egzystencjalne minimum). Jednocześnie ma mu za złe, że wykonuje wymagający zawód i skazuje ją na samotność. To skrajnie infantylne i raczej nie ma żadnego związku z jej chorobą, tylko z nierealnymi warunkami, w jakich żyła.

  • Reply ll77 1 maja 2022 at 20:01

    Aga, ja się cieszę, że trafiłam w końcu na kogoś, kto też nie zachwyca się tą powieścią. Dla mnie jest to po prostu słaba powieść napisana przez słabą autorkę. Zdarza się. Ale fatalne jest to, że ta książka udaje, że jest głęboka i że tak wiele osób dało się nabrać na tę quasi-jakość. Kupiłam tę książkę i natychmiast po przewróceniu ostatniej strony wystawiłam ją na sprzedaż – choć właściwie to nikomu jej nie polecam.

  • Reply Aga 2 maja 2022 at 11:48

    Jeszcze p. Anna Karczewska podobnie tę powieść ocenia. Negatywnie w sensie. Dla mnie najdziwniejsze jest, w jak wielu recenzjach przewijają się twierdzenia o zabawnym/rozrywkowym/lekkim charakterze tej historii. Ona jest straszliwie przygnębiająca.

  • Leave a Reply