dzielnica fikcji

Trzy niewielkie powieści, które was zaskoczą

25 lipca 2019

Dawniej byłam nieufna w stosunku do niedługich książek, zwłaszcza powieści. Lubiłam zżyć się z bohaterami i zostać z nimi na dłużej. Z czasem zaczęłam doceniać zwięzłość formy, zwłaszcza w przypadku książek dobrze napisanych. Ostatnio zaś przeczytałam trzy stosunkowo niewielkie powieści z rzędu, które mnie zachwyciły, każda na swój sposób. Właściwie niewiele je łączy, ale każda okazała się zaskoczeniem i swoistym olśnieniem, choć każda z innego powodu.

Zacznijmy od najbardziej oryginalnej z całej trójki – książki, którą czytałam powolutku, dawkując sobie przyjemność obcowania z pięknym językiem (i doskonałym tłumaczeniem Anny Krochmal i Roberta Kędzierskiego) i kapryśną wizją autorki. „Czekaj, mrugaj” Gunnhild Øyehaug to dowód na to, że wciąż można opowiadać historie inaczej, niż inni, że forma literacka to zdecydowanie nie jest temat zamknięty. W pewien zimowy poranek w trzech miastach budzą się trzy kobiety. Każda z nich znajduje się w może nie przełomowym, ale na pewno krytycznym momencie. Sigrid tęskni za Magnusem, ale przypadkiem patrzy na zdjęcie pisarza i zaczyna o nim fantazjować. Linnea pracuje nad filmem, ale marzy o żonatym Göranie i nie zauważa maślanego wzroku kolegi z pracy. Trine próbuje pogodzić samotne macierzyństwo z byciem artystką. Zaczyna się dzień, a one będą podejmować drobne decyzje, mierzyć się z rozczarowaniami i nadzieją. W samotności będą przyznawać się do słabości, walczyć o wewnętrzną wolność i możliwość wyrażania się poprzez sztukę.

Øyehaug pisze ze śmiertelną powagą, po czym znienacka puszcza oko do czytelnika. Lekko i niezauważalnie wchodzi w rolę wszechwiedzącego narratora, a właściwie narratorki. Może zbyt często nawiązuje do „Między słowami” i „Przed wschodem słońca”, może trochę za mocno podkreśla rolę Beatrycze i Dulcynei. Robi to jednak z takim wdziękiem i lekkością, że łatwo łyknąć konwencję i dać się uwieść. Jej bohaterki wciąż analizują siebie i swoje miejsce w świecie, przejmując swoje życia we władanie. Nie chcą być tylko spełnieniem męskich fantazji, nie chcą być spełnieniem niczyich fantazji. To zaskakująca powieść, miejscami zabawna, a jednocześnie poważna. Dotyka kwestii fundamentalnych – tego, jak opowiadamy o nas samych, jak się zakochujemy, jak szukamy swojego głosu. Warto przeczytać.

„Dziewczyna z konbini” Sayaki Muraty może wydawać się dużo bardziej błahą powiastką. Jest napisana prostym stylem, fabułę można streścić w kilku zdaniach. Keiko Furukura pracuje w konbini, czyli osiedlowym sklepie spożywczym, choć społeczeństwo japońskie uważa, że to dobra praca dla młodych ludzi na dorobku, a Keiko już dawno przekroczyła trzydziestkę. Kiedy spotka równie nietypowego, jak ona, mężczyznę, zacznie czuć presję i zmieniać swoje życie. Brzmi prawie jak „Rok w Prowansji”, prawda? Jednak nic bardziej mylnego! To zaskakująca opowieść o tym, co znaczy być innym, która może być punktem wyjścia do ciekawych rozważań na temat konieczności dostosowania się do innych, a nawet na temat samej istoty człowieczeństwa. Dla Keiko bycie człowiekiem jest jak gra. Umie naśladować innych, ale nie czuje tego, co oni. Czy przez to nie zasługuje na to, by czuć się człowiekiem?

Historia jest uniwersalna, choć umiejscowienie jej w Japonii – kraju, w którym kobietę definiuje małżeństwo i w którym dostosowanie do społeczeństwa wydaje się być podstawą funkcjonowania, czyni ją jeszcze bardziej wyrazistą. Trudno się nie zastanawiać podczas lektury, do jakiego stopnia my też się dostosowaliśmy i czy przy okazji nie straciliśmy jakiejś cząstki siebie? A może na tym właśnie polega życie? Na wpasowaniu w ramy i odnalezieniu w nich swojego miejsca?

Ostatnia książka jest napisana równie oszczędnie, historia zdaje się prosta, ale niesie z sobą duży ładunek emocjonalny. Mamy dwóch bohaterów, dwóch mężczyzn. Powieść otwiera scena, w której jeden z nich pomaga drugiemu popełnić samobójstwo. Potem zaś cofamy się do początku ich znajomości i odkrywamy, jak przypadkowe spotkanie zmieniło ich obu.

„Jak się ma twój ból” Pascala Garnier to nietypowa powieść drogi. Simon, zmęczony życiem likwidator szkodników, musi wyruszyć w drogę i wykonać zlecenie. Nie chce sam prowadzić, a skoro los zesłał mu Bernarda – prostolinijnego, chorobliwie zależnego od matki chłopaka, dlaczego nie miałby tego wykorzystać? Proponuje Bernardowi sporo pieniędzy za dwudniową pracę kierowcy. Obaj mężczyźni jadą więc nad morze, a my stopniowo dowiadujemy się o nich więcej. Świadomość, że tak zwyczajny, rzucający się na życie z entuzjazmem Bernard pozbawi Simona życia podsyca nieustannie naszą ciekawość, zaś autor przemyca niewygodnych prawd. To książka o lojalności i bólu, o prawie do życia i prawie do umierania. Zaskakująco piękna i poruszająca.

Przeczytałam wszystkie trzy w letnie wieczory, co i wam polecam. Choć nie imponują objętością, myślę o nich już od wielu dni. Każda coś po sobie zostawiła, a to chyba najlepsza rekomendacja.

„Czekaj, mrugaj” Gunnhild Øyehaug, tłum. Anna Krochmal i Robert Kędzierski, Wydawnictwo Pauza 2019

„Dziewczyna z konbini” Sayaka Murata, tłum. Dariusz Latoś, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2019

„Jak się ma twój ból?” Pascal Garnier, tłum. Gabriela Hałat, Wydawnictwo Claroscuro 2014

You Might Also Like

5 komentarzy

  • Reply Ania 25 lipca 2019 at 21:23

    Mam na liście tę pierwszą, w ogóle wydaje się, że Pauza same dobre powieści wydaje.

  • Reply Ada 30 lipca 2019 at 09:11

    Dzięki za recenzje, dwie pierwsze mi zainteresowały, poszukam książek w bibliotece.
    A że w końcu zabrałam się do skomentowania Twojego bloga, to chciałabym zamieścić wyrazy uznania. To jedno z moich ulubiobych okołoliterackich miejsc w sieci, piszesz dobre recenzje dobrych książek 🙂

    Pozdrawiam serdecznie,
    Ada

  • Reply Podsumowanie lipca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku 31 lipca 2019 at 13:24

    […] u Pauliny z bloga Miasto Książek – Trzy niewielkie powieści, które was zaskoczą, […]

  • Reply Qbuś pożera książki 8 sierpnia 2019 at 16:31

    Ja się od „Czekaj, mrugaj” po części odbiłem ze względu na nadmiar postaci, wątków i nawiązań. Tak jak pisałem – wydaje mi się, że powieść zyskałaby na zawężeniu i pójściu w stronę tych dwóch filmów, które tak często wspomina. Ale humor zdecydowanie trafił do mnie.

    A „Dziewczyna z konbini” czeka na półce.

  • Reply Z kulturą, Emmo! 14 sierpnia 2019 at 00:08

    O rany, piękna recenzja. Dawno mnie nikt tak nie zainteresował recenzowanymi książkami. Zwłaszcza druga i trzecia pozycja wydają mi się poruszające. Poruszyły mnie niektóre zdania tej recenzji, na przykład: „A może na tym właśnie polega życie? Na wpasowaniu w ramy i odnalezieniu w nich swojego miejsca?”. Jest w tym coś przejmującego. Szczerze mówiąc, rzadko „wierzę” blogerom chwalącym jakieś książki – nie wiem, może jakoś nie umieją mnie przekonać? Ty mnie przekonałaś całkowicie. Jestem pewna, że te książki są bardzo interesujące, oryginalne. Dziękuję za ten tekst. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  • Leave a Reply