Featured, ulica nonfiction, zakątek biograficzny

Panny z „Wesela” – Monika Śliwińska

11 lipca 2021

Kiedy zamiast krótkiej notki na Instagramie siadam do pisania dłuższego tekstu tutaj, można się domyślić, że skłoniła mnie do tego nie byle jaka książka. Już w trakcie lektury Panien z „Wesela” wiedziałam, że będę chciała napisać coś więcej, bo to taki rodzaj literatury, który lubię najbardziej. Biografia sióstr Mikołajczykówien to nie tylko fantastyczny przykład herstorii, przybliżający nam kawałek dziejów z kobiecej perspektywy. To także mądra i wciągająca opowieść o pierwszej połowie XX wieku, o ludziach, których w szkole przedstawiono nam jednowymiarowo, szablonowo i niesprawiedliwie, i o niesamowitych, odważnych kobietach.

Głównymi bohaterkami książki Anny Śliwińskiej są Anna i Jadwiga Mikołajczykówny, chłopskie córki pochodzące z podkrakowskich Bronowic, proste, słabo wykształcone dziewczęta z dość ubogiej rodziny. Mają pięcioro rodzeństwa, ich siostra Maria także często przewija się przez książkę. Sielsko wyglądające, egzotyczne dla krakowskich mieszczuchów życie na wsi przyciąga artystów i malarzy, którzy często wynajmują w Bronowicach kwatery na lato, także dlatego, że jest tam po prostu taniej. Malują pejzaże, portretują dziewczyny w tradycyjnych strojach, wieczorami zbierają w karczmie. Po kilku tygodniach wracają do miasta – nie wszyscy. Włodzimierz Tetmajer, młody i utalentowany malarz i poeta, który kiedyś już zerwał zaręczyny i zarzekał się, że małżeństwo nie jest dla niego, zakochuje się w córce Jacentego Mikołajczyka – Annie. Ma dwadzieścia osiem lat, ona zaledwie szesnaście. Tetmajer wie, że jego rodzice będą przeciwni takiemu mezaliansowi, czeka więc, aż wyjadą do Zakopanego, po czym oświadcza się zgodnie z chłopską tradycją – całuje Jacentego Mikołajczyka w rękę, podejmuje go pod kolana. Szybko dają na zapowiedzi, a dwa tygodnie później biorą ślub. Rodzice pana młodego dowiedzą się o nim od kuzyna.

Młodej parze łatwo nie będzie. Nie mają dużego dochodu – on maluje, na sprzedaje warzywa i nabiał. Rodzice Włodzimierza nie chcą z nimi nawet rozmawiać. Każde wspólne wyjście do miasta budzi sensację – większość osób z towarzystwa bojkotuje młodego malarza, największą niechęcią darzą jednak Annę, która wzbudza niezdrowe wręcz zainteresowanie. Rzuca się w oczy w swoim tradycyjnym, chłopskim stroju, z koralami na szyi, wyszywanym gorsecie i chuście na głowie. Rodziców Włodzia Tetmajerowie przekonają do siebie podstępem, przynosząc im znienacka swoją pierwszą córkę – pomysł odwiedzin u teściów powstał spontanicznie, kiedy większą grupą siedzieli w kawiarni. Tak się nim podekscytowali, że pobiegli go zrealizować, zapominając o niemowlęciu, które zostało na ławie w kawiarni – na szczęście szybko to sobie uświadomili.

Panny z „Wesela” pełne są takich właśnie smakowitych historii. Monika Śliwińska wykonała tytaniczną pracę, przekopując się przez archiwa i wspomnienia, wyłuskując wszystko, co ciekawe. W krótkich rozdziałach przeplatają się sceny z życia różnych osób – Włodzimierza, Anny, rodziców obojga, znajomych, rodzeństwa. Całość wzbogacają informacje o życiu codziennym w Bronowicach, choćby te o ubogiej diecie chłopskich rodzin. Produktów im nie brakowało, uprawiali wszak warzywa, wytwarzali nabiał. Problemem były umiejętności kucharskie – kobiety nie umiały przyrządzać zbyt wielu potraw, nikt ich tego nie uczył. Włodzimierz ma problemy żołądkowe, zresztą rozmaite choroby dotykały wtedy chyba wszystkich. Wiecznym problemem są pieniądze, których często brakuje. Nie brakuje za to uczucia. Mijają lata, a Włodzimierz jest wciąż tak samo zakochany w żonie, a ona wciąż mu tak samo oddana. Krakowskie mieszczaństwo przyzwyczaja się do nich, pełna godności Anna Tetmajerowa wywiera dobre wrażenie na wszystkich, którzy mają szansę lepiej ją poznać.

Nowy skandal jednak czyha tuż za rogiem. Dorasta kolejna z sióstr Mikołajczykówien, Jadwiga. Jest rok 1900, od ślubu Włodzimierza z Anną minęło już 10 lat, kiedy zaprzyjaźniony ze Stanisławem Wyspiańskim poeta i dramatopisarz, Lucjan Rydel, wynajmuje na lato pokój u Tetmajerów w Bronowicach. Kilka miesięcy potem napisze:

„I całymi tygodniami nie dawałem poznać po sobie, że Jadwisię mam na woli i na oku. Siedziałem w sadzie z Iliadą którą tłumaczyłem, Włodzio o parę kroków odemnie malował. Tak nam schodziły dni całe. Jadwisia czasem pozowała, czasem zajęta była w polu (…), ale też i nieraz zostawała cały dzień w domu przy gospodarstwie. I wtedy nie odejmowałem od niej oczu”.

Zainteresowanie poety schlebia Jadwidze i zaczyna je odwzajemniać. Zerka na niego ukradkiem, ale nie wierzy, że mógłby chcieć się z nią ożenić. Powoli domyśla się prawdy o jego uczuciach. Lucjan oświadcza się na ławeczce wśród róż. Jest szaleńczo zakochany, do tego stopnia, że pisze do swojej wybranki wiersze, które potem publikuje – intymne, szokujące wręcz dla czytelników z miasta. Cały Kraków buzuje od plotek o nich dwojgu. Matka Lucjana robi, co może, by powstrzymać syna, ale na próżno. Przed zaślubinami Lucjan zdąży jeszcze obrazić Wyspiańskiego, nie zapraszając w pierwszej chwili na wesele jego żony. Być może gdyby nie to, a także gdyby nie choroba weneryczna, z której Wyspiański właśnie się leczył, przez co nie mógł pić alkoholu, bawiłby się dużo lepiej i nie stałby w kącie, obserwując weselnych gości. Ponieważ jednak stał i obserwował, wciąż nieco urażony, wyobcowany i czujny, powstało Wesele – mocno krzywdzące dla Jadwigi i Lucjana, którzy zostali w nim sportretowani jak w krzywym zwierciadle, ale jakże cenne dla nas.

Jadwidze jako żonie celebryty jest jeszcze trudniej niż Annie. Kraków jej nie pokochał, do czego zapewne wybitnie przyczyniło się wystawienie sztuki Wyspiańskiego. Śliwińska przytacza wspomnienia córki Rydlów, Heleny:

„Jak spod ziemi wyrastały przed nią lub obok niej różne paniusie z środowiska mieszczańskiego Krakowa. Jedne mijając ją pluły jej pod nogi, inne pokazując sobie palcami mówiły głośno: «To ta małpa co Rydla zbałamuciła»”.

Nienawiść krakowian sprawia, że Jadwiga coraz rzadziej wychodzi na miasto, nie rezygnuje jednak ze swojego chłopskiego stroju. Duże wrażenie robią zamieszczone w książce fotografie, na których często widać Annę lub Jadwigę w pięknych, tradycyjnych strojach ludowych w otoczeniu elegancko ubranych mieszczan. Wyglądają jednocześnie biednie i bogato, skromnie i dumnie. Nie udają kogoś, kim nie są, choć być może tak byłoby po prostu łatwiej.

Zarówno Lucjan, jak i Włodzimierz wytrwale stają w obronie swoich małżonek, zrywając kontakty z ludźmi, którzy je źle traktują. Piękne są fragmenty ich listów, zresztą cała historia relacji obu par jest naprawdę wzruszająca. Czytamy o kolejnych dzieciach, o wzlotach i upadkach, o zmieniających się porach roku, gdy w losy Rydlów i Tetmajerów zaczyna się wdzierać Historia. Nastaje pierwsza wojna światowa, potem druga. Od książki nie sposób się już wtedy oderwać. Płaczemy i cieszymy się razem z siostrami, liczymy, że los okaże się dla nich łaskawy.

Śliwińska opowiada nam tę emocjonującą historię pięknym językiem, z dbałością o niebanalną formę. Każdy rozdział otwiera świetnie dobrany cytat, a niektóre pomysły na rozdziały są naprawdę zaskakujące. Całość napisana jest z werwą, pięknym, plastycznym językiem, nominacja do Nike nie jest więc zaskoczeniem.

Opowiedziałam tu zaledwie wycinek historii Anny i Jadwigi. Bardzo was namawiam do przeczytania całości, niezależnie od tego, czy „Wesele” jawi wam się jako znienawidzona szkolna lektura, czy nie. Opowieść o siostrach, ich mężach i dzieciach to coś więcej niż tylko historyczne tło dramatu Wyspiańskiego. To niesamowita, ujmująca historia odważnych kobiet, które zasługują na coś więcej niż tylko wzmiankę w podręczniku. Dla mnie będzie to bez wątpienia jedna z najlepszych książek tego roku.

Monika Śliwińska Panny z "Wesela". Siostry Mikołajczykówny i ich świat.
Wydawnictwo Literackie 2020.

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply kreska 26 lipca 2021 at 15:15

    Nareszcie długa recenzja! Pani blog był dla mnie źródlem książkowych inspiracji, żałuję, że pandemia sprawiła, że porzuciła Pani ten sposób pisania o książkach. Z instagrama nie korzystam, także trochę żal, że nie można już czytać Pani częściej.

    Pozdrawiam i czuję się zachęcona do lektury „Panien z wesela”

    • Reply Tomasz 12 sierpnia 2021 at 18:02

      „także trochę żal, że nie można już czytać Pani częściej” – tak, tak. Straszna szkoda.

  • Reply Qbuś pożera książki 30 lipca 2021 at 17:27

    Nie do końca to moje klimaty, ale podoba mi się takie spojrzenia pod literacką podszewkę, w literackie źródło.

  • Reply Podsumowanie lipca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku 1 sierpnia 2021 at 12:40

    […] u Pauliny z bloga Miasto Książek: Panny z „Wesela” – Monika Śliwińska, […]